Matematyczna iluzja i stygmatyzacja. Dlaczego „badania” nad samobójstwami myśliwych to fikcja
W debacie publicznej regularnie pojawiają się sensacyjne doniesienia oparte na statystykach, które mają rzekomo dowodzić istnienia głębokich patologii w wybranych grupach społecznych. Jednym z najbardziej jaskrawych przykładów takiej publicystycznej manipulacji pod płaszczykiem nauki są próby wyliczania odsetka samobójstw wśród polskich myśliwych.
Niedawny przypadek profesora Elżanowskiego, który zestawił ogólną liczbę ludzkich tragedii w województwie kujawsko-pomorskim z szacowaną liczbą członków Polskiego Związku Łowieckiego (PZŁ) i ogłosił „przerażający wskaźnik” ponad 80 takich zdarzeń na 100 tysięcy mieszkańców, obnaża głęboki kryzys rzetelności naukowej. Taki wskaźnik byłby ponad czterokrotnie wyższy od i tak wysokiej średniej dla całej Polski (która oscyluje wokół 13–15 przypadków na 100 tysięcy obywateli). Aby uzyskać tak absurdalny wynik, badacz musiałby arbitralnie przypisać myśliwym niemal wszystkie dramaty życiowe mężczyzn z całego regionu. Pokazuje to kompletnie oderwanie od realiów. Dlaczego badaczom wychodzą tak niedorzeczne wyniki? Odpowiedź tkwi w ignorowaniu podstawowych barier prawnych i metodologicznych.
Gdzie tkwi błąd? Totalny brak danych wyjściowych
Podstawowym grzechem tego typu analiz jest fakt, że polskie służby (zarówno Policja, jak i państwowy system ratownictwa medycznego czy urzędy statystyczne) nigdy nie odnotowują w swoich rejestrach przynależności do organizacji hobbystycznych, związków czy stowarzyszeń. W policyjnych arkuszach statystycznych dotyczących zamachów samobójczych znajdziemy rubryki dotyczące wieku, płci, wykształcenia, a czasem ogólnego statusu zawodowego (np. bezrobotny, emeryt, rolnik). Próżno jednak szukać tam informacji, czy osoba tragicznie zmarła była myśliwym, wędkarzem, szachistą czy członkiem lokalnego klubu sportowego.
Przypisywanie ogólnych ludzkich dramatów w regionie do konkretnej, z góry upatrzonej grupy społecznej – tylko po to, aby uzyskać medialny, szokujący wynik – nie ma nic wspólnego z nauką. To czysta konfabulacja i instrumentalne wykorzystywanie statystyki.
Metodologiczny podział nie do przejścia
Aby jakikolwiek badacz mógł z pełną odpowiedzialnością i rzetelnością naukową sformułować wniosek o podwyższonym wskaźniku samobójstw w danej grupie, musiałby przeprowadzić procedurę weryfikacyjną opartą na twardych danych. W polskich realiach procedura ta musiałaby wyglądać następująco:
Krok 1: Pozyskanie policyjnej bazy danych – badacz musiałby uzyskać od Komendy Głównej Policji pełny wykaz osób, które w określonym przedziale czasowym popełniły samobójstwo lub podjęły taką próbę, wraz z ich numerami PESEL.
Krok 2: Krzyżowa weryfikacja z rejestrem PZŁ – następnie uzyskana lista musiałaby zostać zestawiona z Centralnym Rejestrem Członków PZŁ, aby metodą „jeden do jednego” sprawdzić, kto z tej tragicznej listy posiadał aktualne uprawnienia myśliwskie.
Status operacji: W omawianym przypadku całkowicie niemożliwe
Choć metodologia naukowa i prawo dopuszczają zaawansowane procedury krzyżowania baz danych (np. poprzez bezpieczną i rygorystyczną pseudonimizację, gdzie algorytmy IT porównują zaszyfrowane numery PESEL bez ujawniania nazwisk), wymaga to oficjalnych zgód, międzyinstytucjonalnych projektów badawczych i transparentnych procedur.
W omawianym przypadku żadna taka procedura nie miała miejsca. Zderzenie publicystycznych zapędów badacza z rzeczywistością prawną ujawnia, że jego „analiza” jest w praktyce metodologiczną utopią. Na straży stoi tu bezwzględny system ochrony danych osobowych i tajemnicy śledztwa.
Prawna ściana: RODO i tajemnice państwowe
Zrealizowanie powyższych kroków na własną rękę jest z punktu widzenia polskiego i europejskiego prawa nierealne z dwóch kluczowych powodów:
Brak podstawy prawnej dla Policji: Informacje o zgonach, a zwłaszcza o okolicznościach o charakterze medyczno-kryminalistycznym, stanowią dane szczególnej kategorii. Policja pod żadnym pozorem nie ma prawa udostępnić zewnętrznemu badaczowi imiennych list z numerami PESEL obywateli, którzy targnęli się na własne życie.
RODO w Polskim Związku Łowieckim: PZŁ, jako zrzeszenie osób fizycznych, przetwarza dane swoich członków w ściśle określonych celach statutowych związanych z gospodarką łowiecką. Związek nie posiada ( i legalnie nie może posiadać) podstawy prawnej do udostępniania i krzyżowania danych osobowych swoich członków z policyjnymi kartotekami dotyczącymi samobójstw na potrzeby zewnętrznych, nieautoryzowanych analiz.
Podsumowanie: Stygmatyzacja zamiast nauki
Skoro jedyna metodologicznie poprawna i rzetelna ścieżka weryfikacji danych była w tym przypadku prawnie i technicznie niedostępna, musimy wyciągnąć jeden, fundamentalny wniosek: każde badanie podające konkretne liczby czy procenty dotyczące samobójstw wśród myśliwych w Polsce bez oficjalnego, instytucjonalnego programu badawczego jest z góry skazane na manipulację.
Dzielenie losowych, niezwiązanych ze sobą statystyk (takich jak ogólna liczba samobójstw w regionie i ogólna populacja myśliwych) to podręcznikowy przykład błędu ekologicznego w statystyce. Wyciąganie na tej podstawie daleko idących, stygmatyzujących wniosków uderzających w kilkudziesięciotysięczną grupę społeczną stanowi ostateczny upadek autorytetu naukowego. Zamiast rzetelnej, opartej na faktach debaty, otrzymujemy medialne konfabulacje, które zamiast edukować – jedynie pogłębiają polaryzację i dezinformację.



Komentarze
Prześlij komentarz