Zielona hipokryzja i wielka kasa. Dlaczego aktywiści zrzucają się na ulotki?
Polska rzeczywistość potrafi zaskoczyć, ale to, co wyprawiają liderzy partii Zieloni oraz powiązana z nimi inicjatywa „Uwaga, polowanie”, to już wyższy poziom absurdu. Podczas gdy ludzie wykonujący ciężką pracę w terenie liczą każdy grosz, salonowi aktywiści otoczeni milionowymi budżetami i celebrytami, organizują internetowe zrzutki na ulotki.
Gdzie podziały się miliony Zielonych?
Celebryci do zdjęć, portfele zamknięte
Warto też zadać pytanie o rolę znanych twarzy, które firmują akcję „Uwaga, polowanie”. Skiba, Tokarczuk, Ostaszewska i inne osobistości z pierwszych stron gazet chętnie udzielają się wizerunkowo. Skoro celebrytom tak bardzo zależy na tej inicjatywie, dlaczego nie wesprą jej finansowo? Przecież im akurat na takie cele pieniędzy nie brakuje. Wygląda na to, że łatwiej jest pozować do zdjęć i wrzucać posty, niż po prostu się dorzucić.
Wnioski nasuwają się same: W tym całym „eko-aktywizmie” nie chodzi o to, żeby stracić, ale żeby zarobić.
Szczyt ekologicznej hipokryzji
Na koniec zostaje jeszcze jedna, niezwykle komiczna kwestia. Mowa o wielkich obrońcach przyrody, którzy potrafią blokować wycinki drzew i alarmować o niszczeniu ekosystemów. Ci sami ludzie organizują zbiórki pieniędzy na masowe drukowanie... papierowych ulotek i broszur promocyjnych.
Czy produkcja ton makulatury, która chwilę po rozdaniu trafi do kosza, jest wybitnie ekologiczna? Czekamy na moment, w którym ci sami aktywiści zaczną płakać w mediach, że w lasach wycina się drzewa – zapominając, że sami zamienili je na swoje propagandowe broszury.



Komentarze
Prześlij komentarz