Zielona hipokryzja i wielka kasa. Dlaczego aktywiści zrzucają się na ulotki?

Polska rzeczywistość potrafi zaskoczyć, ale to, co wyprawiają liderzy partii Zieloni oraz powiązana z nimi inicjatywa „Uwaga, polowanie”, to już wyższy poziom absurdu. Podczas gdy ludzie wykonujący ciężką pracę w terenie liczą każdy grosz, salonowi aktywiści otoczeni milionowymi budżetami i celebrytami, organizują internetowe zrzutki na ulotki. 


Gdzie podziały się miliony Zielonych?

Liderzy Zielonych i inicjatywy „Uwaga, polowanie” żali się w mediach społecznościowych, że brakuje funduszy. Cel zbiórki? Drukowanie ulotek, broszur reklamowych i materiałów uderzających w łowiectwo. 

Tymczasem w latach 2024–2025 na konto partii Zieloni wpłynęło z budżetu państwa ponad 1 milion złotych subwencji. To publiczne pieniądze pochodzące z podatków wszystkich obywateli.

Przewodnicząca Magdalena Anna Gałkiewicz w swoim oświadczeniu majątkowym wykazała, że prowadzona przez nią działalność gospodarcza przyniosła za rok poprzedni przychód w wysokości 173 881 zł, do czego dochodzi jeszcze dieta radnej w kwocie 48 912 zł.

Współprzewodniczący Michał Suchora to współwłaściciel znanej warszawskiej galerii sztuki BWA. Może zamiast prosić o datki internautów, warto spieniężyć jeden „fajny obraz” z salonu i zasilić wspólny budżet?

Celebryci do zdjęć, portfele zamknięte

Warto też zadać pytanie o rolę znanych twarzy, które firmują akcję „Uwaga, polowanie”. Skiba, Tokarczuk, Ostaszewska i inne osobistości z pierwszych stron gazet chętnie udzielają się wizerunkowo. Skoro celebrytom tak bardzo zależy na tej inicjatywie, dlaczego nie wesprą jej finansowo? Przecież im akurat na takie cele pieniędzy nie brakuje. Wygląda na to, że łatwiej jest pozować do zdjęć i wrzucać posty, niż po prostu się dorzucić.

Wnioski nasuwają się same: W tym całym „eko-aktywizmie” nie chodzi o to, żeby stracić, ale żeby zarobić. 

Szczyt ekologicznej hipokryzji

Na koniec zostaje jeszcze jedna, niezwykle komiczna kwestia. Mowa o wielkich obrońcach przyrody, którzy potrafią blokować wycinki drzew i alarmować o niszczeniu ekosystemów. Ci sami ludzie organizują zbiórki pieniędzy na masowe drukowanie... papierowych ulotek i broszur promocyjnych.

Czy produkcja ton makulatury, która chwilę po rozdaniu trafi do kosza, jest wybitnie ekologiczna? Czekamy na moment, w którym ci sami aktywiści zaczną płakać w mediach, że w lasach wycina się drzewa – zapominając, że sami zamienili je na swoje propagandowe broszury. 

 

Komentarze

Popularne posty